Czapa
Nie był to jedyny przypadek rozstrzelania partyzanta. Pierwszym rozwalonym był „Stojeden”, jeden z najstarszych w oddziale. Nikogo nie zdradził, ale naraził się reszcie swoim postępowaniem.
-Wszystko poszło przez Helkę – opowiada „Szatan”. – To była sanitaruszka, którym wszystkim dawała. Zwyczajna kurwa, ale w lesie ciepło kobiety było w cenie. Nikt nie miał jej za złe, że się dupczyła. Prócz „Stojednego”, któremu dawać nie chciała. To się i chłop wkurzył.
Helka była duża kobietą, ale „Stojeden” jeszcze większym. Pewnego razu, gdy w leśnym szpitalu leżeli tylko ciężko ranni i nie było nikogo z ochrony, „Stojeden” wyciągnął Helkę na zewnątrz, zadarł jej kieckę i zrobił swoje. Później tłumaczył się, że krzyczała i wyrywała się tylko do chwili, gdy wsadził jej rękę między nogi. Znaczy, sama dała przyzwolenie. Nie grymasiła. A ona, gdy wrócił oddział, poleciała do „Marcina” ze skargą, że ja zgwałcił.
-- Czy kurwę można zgwałcić ? - dziwił się „Stojeden” nie mogąc zrozumieć, co chce od niego dowódca. Tłumaczył spokojnie: – Gówniarzy z takimi małymi kutasikami przyjmowała, a przecież to baba fest, to i dużego chłopa potrzebuje. Skoro nie chciała po dobremu, to wziąłem ją siłą.
-Głosował cały oddział. Wyrok: - Czapa.
-- Nie miałem wątpliwości co do „Orła” i Modlina”, gdy wyjaśniono nam, za co dostali czapę – mówi „Szatan”. – Ale „Stojednego” było mi żal. Głosowałem przeciw karze śmierci. „Stojeden” nie czuł się winnym. Nawet nie rozumiał, o co go oskarżają i na czym polega jego wina.
Inne tematycznie powiązane strony:
|